LOTTO PZT Polish Tour 2025 – Lechno-Wasiutyński najlepszy w Poznaniu!

Fryderyk Lechno-Wasiutyński (FairPlayce Poznań) zdobył pierwszy tytuł w karierze, zwyciężając w XXVI Międzynarodowych Mistrzostwach Wielkopolski – Astra Coffee & More z cyklu LOTTO PZT Polish Tour – Narodowy Puchar Polski.

W blisko trzygodzinnym finale 20-letni Lechno-Wasiutyński pokonał 4:6, 6:2, 7:5 Francuza Mathysa Erharda, najwyżej rozstawionego w drabince.

– To najlepiej zainwestowana dzika karta w 26-letniej historii naszego turnieju – usłyszała widownia tuż po wygranym meczbolu z głośników słowa wypowiedziane przez dyrektora turnieju Jacka Muzolfa, jednocześnie wiceprezesa AZS-u Poznań i szefa sekcji tenisowej.

Ta uwaga idealnie tłumaczy ideę wspierania zawodowych turniejów rangi ITF w Polsce w ramach LOTTO PZT Polish Tour – Narodowy Puchar Polski. Siódma edycja cyklu, składająca się z rekordowej liczby 15 zawodowych imprez, w tym ośmiu kobiecych i siedmiu męskich, powoli dobiega końca. Przed nami jeszcze tylko przyszłotygodniowy ITF M15 Szczawno International w Szczawnie Zdroju, a po nim ITF W15 Radom Cup.

„Narodowy Tour” to nie tylko dzikie karty solidarnie przyznawane polskim tenisistkom i tenisistom przez organizatorów oraz Polski Związek Tenisowy do głównych drabinek, ale też do eliminacji. To też stwarzanie szans właśnie dla takich zawodników jak Fryderyk Lechno-Wasiutyński do gry przed własną widownią i uniknięcie kosztownych wyjazdów zagranicznych.

Ale wracając na poznańskie korty przy ul. Noskowskiego 25. Ich stali bywalcy zgodzą się pewnie z tezą, wielokrotnie potwierdzoną zresztą, że zwykle najciekawsze są zwykle ćwierćfinały. A finałowe mecze często nieco „zawodzą” kibiców, bo często zdarzają się dość jednostronne i szybkie.

W tegorocznej edycji Astra Coffee & More zdecydowanie najlepszym i najbardziej wciągającym meczem był polski ćwierćfinał, rozgrywany w piątek przy sztucznym oświetleniu. Spowodowane to było przez wielogodzinne opady deszczu, wskutek których gry rozpoczęły się po godz. 18-tej. W ramach „nocnej sesji”, zakończonej już po godz. 22, Fryderyk wyeliminował po trzysetowym maratonie stojącym na bardzo wysokim poziomie tenisowym Maksa Kaśnikowskiego (LOTTO PZT Team/CKT Grodzisk Maz.).

Zresztą również sobotni półfinał zakończył się wieczorem, choć tym razem po godzinie 20, a niedzielny finał był wyznaczony już na godzinę 11.

  • Daleko stąd mieszkam, więc minęła godzina, zanim dojechaliśmy do domu. Krótki stretching, musiałem zjeść kolację i od razu do łóżka. Ja lubię mieć zawsze trochę więcej czasu przed meczem, dlatego musiałem być tutaj już o 8.30. Ale wyszło dobrze i to najważniejsze. To znaczy, że wszystko dobrze zrobiliśmy – podkreślił Fryderyk, który efektownie zakończył przerwę wakacyjną między semestrami na uczelni.

Już w połowie tygodnia wraca do USA, by kontynuować naukę na Uniwersytecie Berkeley, gdzie w drużynie jego trenerem jest były tenisista Krzysztof Kwinta, również pochodzący z Poznania.

  • Trochę szkoda, na pewno bo chciałoby się zagrać kolejne turnieje, skoro jest forma. Ale z drugiej strony czuję zmęczenie intensywnym graniem w Tourze przez ostatnie trzy miesiące. Czas trochę odpocząć, ale potem zamierzam też grać w ITF-echach w Ameryce – dodał Fryderyk.

Niedzielny finał XXVI Międzynarodowych Mistrzostw Wielkopolski – Astra Coffee & More nieznacznie tylko ustępował polskiemu ćwierćfinałowi jeśli chodzi o dramaturgię (Kaśnikowski nie wykorzystał prowadzenia 5:1 w decydującym secie). Nie obyło się bez nerwów i niewymuszonych błędów, jednak te wynikały w znacznej mierze z nieustannej presji wywieranej przez obydwu uczestników. Lepiej wszedł w mecz bardziej doświadczony i wyżej notowany w rankingu Erhard, bowiem zdobył breaki w trzecim i piątym gemie, co pozwoliło mu odskoczyć na 5:1.

Jednak to pewne prowadzenie tylko zmobilizowało Fryderyka do lepszej gry i odrabiania strat, które omal nie skończyło się sukcesem. Wygrał trzy następne gemy, a przy 4:5 wyszedł na 30-15 przy podaniu rywala. Ten jednak rozstrzygnął na swoją korzyść trzy następne wymiany i wykorzystał pierwszego setbola.

Otwarcie drugiej partii należało już do Polaka, który wykorzystał druga okazję na przełamanie już w trzecim gemie i po chwili odskoczył na 3:0. Co prawda sam stracił serwis w piątym gemie, to w następnym również przełamał przeciwnika na 4:2. Był lepszy również w dwóch następnych gemach, a wyrównał stan finału przy drugim setbolu, zapisując na swoim koncie kolejnego breaka.

Również początek decydującej odsłony meczu układał się po myśli Lechno-Wasiutyńskiego. Ponownie odskoczył łatwo na 3:0 i wtedy Francuz poprosił o pomoc medyczną, sygnalizując problemy z ramieniem. Ten krok na pewno wybił nieco z rytmu Fryderyka, który nieoczekiwanie oddał podanie na 2:3, a parę chwil później Erhard doprowadził do wyrównania, które jego przeciwnik skwitował okrzykami: „już nie boli?!”.

To swoiste katharsis i wyrzucenie z siebie negatywnych emocji po utraconej przewadze wyraźnie pomogło poznaniakowi. Pewnie, bo do 15, wygrał swojego gema i ponownie przełamał serwis rywala na 5:3. Ale i tym razem Francuz doprowadził do remisu, wykorzystując chwilowe osłabienie rywala. Jednak dwa ostatnie gemy zapisał na swoim koncie Fryderyk, w tym przy pierwszym meczbolu przełamał serwis przeciwnika.

  • Wtedy zrobiło się trochę niebezpiecznie, bo poczułem, że bardzo mi zależy i na chwilę przestałem robić co do mnie należy. Do tego, przy po pięć zaczęły mnie łapać lekkie skurcze, bo jednak odczuwałem dwie poprzednie wieczorne trzysetówki. Na szczęście udało mi się szybko domknąć gema na 6:5, praktycznie tak na jedno, dwa uderzenia. No i zaraz po tym złapałem breaka i to do zera na koniec meczu, więc wszystko się dla mnie ułożyło idealnie – powiedział Lechno-Wasiutyński

Rozgrywany na kortach ziemnych AZS-u Poznań przy ul. Noskowskiego turniej ma rangę ITF M25 i podwyższoną do 30 tysięcy dolarów pulę nagród. Dzięki temu jest największą męską imprezą w ramach „narodowego Touru” w tym roku.

Również w niedzielę zakończył się na kortach Górnika Bytom największy turniej w tegorocznym LOTTO PZT Polish Tour – ITF W50 Śląskie Open. W finale gry pojedynczej Szwedka Kajsa Rinaldo-Persson pokonała 6:3, 6:3 Włoszkę Tyrę Caterinę Grant, rozstawioną z numerem trzecim.

Już w sobotę po południu największe zwycięstwo w karierze odniosły w deblu Polki Weronika Ewald (Gdańska Akademia Tenisowa) i Zuzanna Pawlikowska (KS Górnik Bytom), obie reprezentują LOTTO PZT Team.

Partnerem Tytularnym cyklu LOTTO PZT Polish Tour – Narodowy Puchar Polski 2025 jest Totalizator Sportowy, właściciel marki LOTTO, a Partnerem Głównym Ministerstwo Sportu i Turystyki. Partnerami cyklu są: Supra Brokers, CAR NET, DrogBRUK, Fale Loki Koki i Tretorn, a Patronem Medialnym „TENIS MAGAZYN”.

fot. Karolina Kiraga-Rychter
Scroll to Top